Moje oczko wodne czyli…

… jak zbudować oczko nie doprowadzając do rozwodu, chociaż braku kryzysów związanych z tym przedsięwzięciem zapewnić nie mogę.

To jest pierwsze zdjęcie tej części ‚ogrodu’, jeszcze zanim stałam się jego szczęśliwą posiadaczką. Gdzie ja tu widziałam potencjalny ogród i oczko… nie wiem.

Na początku wszystkiego musi być marzenie. A kiedy marzenie obierze kształt w głowie, po prostu wydarzy się i w rzeczywistości.

‚Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco…’

W tym miejscu od samego początku widziałam oczko wodne, stawik, sadzawkę jakkolwiek je nazwać.

Nie wyobrażam sobie ogrodu bez wody, która zmienia klimat w ogrodzie i nad którą można poleżeć w upalne lato.
Takie były początki…
Tak wyglądała ta część ogrodu zanim postanowiliśmy, że właśnie TU!
Właśnie w tym pustynnym klimacie, aby go zmienić i aby zaczął żyć.
To niebieskie to plandeka pokrywająca basen, który zastałam – poprzedni właściciel zbudował dla dzieci basen na lato.

Miejsce na oczko było genialne – chciałam, aby było je widać z okien salonu i z tarasu ‚w przyszłości’, który może kiedyś w końcu sobie ‚wybuduję w przyszłości’ 🙂

Należało najpierw usunąć plandekę i co zobaczyliśmy pod spodem? Betonowe kratki zabezpieczające brzeg basenu, styropian, folia i inne których z nazwy nie wymienię.

Żaden z tych elementów nie nadawał się ponownie do wykorzystania i wszystkiego trzeba było sie sensownie pozbyć!

Budowanie sadzawki lekką pracą nie jest i jak widzę w magazynach ogrodniczych tytuły ‚oczko w jeden dzień’ – to śmiech ha! ha! ha! mnie ogarnia 🙂

Postanowiliśmy je zbudować sami, bo wychodzimy z założenia, że nie jest to wiedza o ‚produkcji rakiet’ i nie ma takiej rzeczy, której nie moglibyśmy zrobić. A poza tym miałam mnóstwo cudnych inspiracji 🙂 i dobrą lekturę, która jest podstawą w zrozumieniu roślin wodnych i procesów.

Ilter był bardzo dzielny i jak widać dołek po basenie był całkiem spory, ale nadal za płytki i za mały. Kopanie to zajęcie niby proste, ale tu trzeba jeszcze obmyśleć kształt, półeczki i gdzieś tę ziemię przewieźć. A poza tym, jeżeli nie zajmujesz się kopaniem dołów zawodowo, wszystkiego musisz się nauczyć.
Ziemia, plandeka, kamienie i brrrr…. ślimaczyska w ilości nieprzebranej – toż to była istna wylęgarnia!
Mój Niezwykle Dzielny Mąż zabrał się najpierw za mozolne obserwacje ‚życia ślimaków’…

… a potem za usuwanie elementów konstrukcyjnych basenu….

Wszystko czego nie potrzebowaliśmy, a mogło zostać do czegoś użyte ponownie (maniactwo recyklingu), wystawiliśmy za ogrodzenie. W ciągu 2 tygodni każda rzecz znalazła nowego właściciela!

Przy budowie wszystko, każdziutki element, został przemieszczony ręcznie, włączając w to betonowe kratki – roboty było, że hej! ale warto było 🙂
Ziemię przewieźliśmy (znaczy mąż przewiózł) taczkami w miejsce odległe o ok. 5 metrów i rozgrabiliśmy równomiernie, podnosząc poziom o raptem kilka centymetrów.
To naprawdę zadziwiające ile ziemi potrzeba do podniesienia poziomu!

Kiedy mąż budował oczko, ja zajęta byłam przede wszystkim nowymi nasadzeniami w ogrodzie, który miał powstać SZYBKO!

Eeeh, no bo i do czego przy tym budowaniu mogłam się przydać?

Prawdę mówiąc, ja… MUSIAŁAM!!! trzymać się z daleka, aby móc powstrzymać się od komentarzy!

To przecież jasne!

Bo przecież gdybym coś zaczęła komentować, to…. brrr…. strach pomyśleć!

Tak więc ja ‚sobie’ urządzałam ogród, a mąż ‚sobie’ budował oczko – z racji ciężaru prac i odpowiedzialności 🙂
Wymyślił kształt i deliberował nad głębokością. Dyskretnie dzieliłam się wiedzą 🙂 Stanęło na tym, że musi być głębsze od poziomu przemarzania gruntu (80 cm w naszej strefie klimatycznej), aby rybki mogły w nim przetrwać zimę – bo nie zamierzam ich na zimę łapać Chciałabym, aby mój ogród było ‚niskoobsługowy’, co jest założeniem długoterminowym.

Zaproponowałam szerokie półki na pierwszym poziomie, aby rośliny płytkiej strefy (‚wyszła’ do 40 cm głębokości) mogły sobie swobodnie rosnąć. Z czasem widzę, że tak szerokie półki (1m) nie sprawdzają się, bo w upalne dni woda nagrzewa się za bardzo, zwłaszcza że oczko prawie nie jest zacienione. Posadziłam różne krzaczki, ale trzeba czasu aby urosły.


Jestem na dnie!!

To unikalne i historyczne zdjęcie 🙂
Mam nadzieję, że więcej nie będę miała na to szansy – nie zamierzam zmieniać wody.

Mam gdzieś w sobie taki czający się strach, że kiedyś folia się ‚popsuje’ i zostanę ze złowieszczym , czarnym ‚oczkodołem’ – może jednak nie nastąpi to zbyt szybko.

Dla zabezpieczenia przed gryzoniami, kamieniami, korzeniami i innymi zjawiskami czarnego królestwa, pod folią ułożyliśmy włókninę wzmacniającą i watę izolacyjną mineralną.

Układanie folii, ze względu na jej rozmiar, było trudne i trzeba koniecznie wybrać na tę czynność słoneczny dzień. Rozprostowana, rozłożona na słońcu folia nagrzeje się i będzie miękka, dzięki czemu łatwiej będzie ją układać.

Brzeg zamierzamy wykończyć kamieniami płaskimi. Jeszcze nie szukaliśmy, bo jak wiadomo na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Jak wybieraliśmy kamienie? Hi hi hi 🙂 Najpierw wybrałam…. kolor. To przecież oczywiste, skoro inne założenie było jasne: nie mogą to być piaskowce, bo deszcz wypłukuje wapń i podnosi odczyn wody.
W najbliższy weekend czekała nas wędrówka po bardziej i mniej oddalonych miejscach handlujących kamieniami 🙂

Ale zanim dojdziemy do kamieni – z nimi nie ma pośpiechu, bo folia potrzebuje czasu aby ułożyć się pod wodą – zaczęliśmy wpuszczanie wody…

Ważna rzecz: koniecznie trzeba zapisać stan licznika wody przed i po zakończeniu. To jedyny sposób aby dowiedzieć się jaką pojemność ma oczko.
Znajomość pojemności własnego oczka jest baardzo ważna, no bo jak policzyć – w razie konieczności – ile, czego zastosować?

Albo jak policzyć ile ryb możne pomieścić oczku?
Złota zasada mówi, że aby zachować równowagę, maksymalnie może być kilogram ryb na każdy m3 wody. Zagadka: ile może ważyć mały karaś?
…i osiągnęliśmy taki poziom wody po 4 godzinach. Spora kałuża.

Wodę dodawaliśmy na raty, ponieważ folia ze względu na rozmiar, musiała być klejona. Dopuszczając wodę na raty, chcieliśmy sprawdzić, czy nie ma gdzieś dziury. Gdyby była, to poziom wody opadałby.
Ha! Tak myśleliśmy wtedy. Dzisiaj wiem, że przy dziurze w folii o średnicy ok. 6 cm jesteśmy w stanie zauważyć opadanie wody dopiero po około 7 dniach i po kolejnych 7 dniach stwierdzić, że opadanie ustało.
Skąd wiem? Ach… w tym roku była 18-tka syna, którą zgodziłam się urządzić w domu…. buuuu, sama się zastanawiam, gdzie ja rozum wtedy miałam. Jedynym wytłumaczeniem jest wczesne i nieoczekiwane nadejście wiosny tego roku!

Na początek, najbardziej niezwykłym jest obserwowanie procesu dodawania nowego wymiaru w ogrodzie – im bardziej oczko napełnia się wodą, tym bardziej byłam zaskoczona.

‚Nagle’ w miejscu gdzie było szaro-buro zaczyna być dynamicznie biało-szaro-błękitnie!!

Obserwacja odbicia nieba w lustrze wody, daje prawdziwe poczucie włączenia ogrodu do do naturalnej większej całości jaka jest matka Ziemia z otaczającą ją atmosferą, z chmurami pędzącymi przez Twoją sadzawkę 🙂

Dla właściciela ogrodu to mistyczne przeżycie 🙂 Im większe oczko, tym wrażenie silniejsze.

Kamienie ułożone na skraju pierwszej półki będą zatrzymywać piasek, jaki na niej położymy… W końcu nie po to go tam kładę aby natychmiast znalazł się na dnie. Kamienie pewnie nie muszą być ułożone jak koraliki nanizane na sznurek – trochę mi to przeszkadza, bo lubię naturalistyczny wygląd ogrodu, ale nie mam pomysłu jak to zrobić inaczej.
Na razie zostają, bo kamienie w oczku muszą być – pełnią bardzo ważną dla zdrowia oczka funkcję. Zwiększają powierzchnię, na której mogą żyć dobroczynne bakterie nitryfikacyjne (Nitrosomonas i Nitrobacter) niezbędne do osiągnięcia równowagi biologicznej.

Nie wiem czy to dobry pomysł z tym piaskiem, ale jakoś tak, w wyobraźni, chodziłam po oczku bosą stopą po piasku.

A teraz do kamieni!!
Przywieźliśmy ich za pierwszym razem 300 kg!
Tak wygląda właśnie 300 kg gnejsu na obudowę brzegu oczka.

Potrzebujemy kamienie płaskie, aby dobrze ułożyły się na brzegu.
Nie mogą to być oszlifowane płyty, bo nie chcę zbyt ucywilizowanego efektu.


Ze wszystkich obejrzanych w okolicy kamieni właśnie gnejs był najlepszy. Gnejs to kamień podobny w składzie do granitu, ale inaczej zbudowany – ma wyraźne podłużne warstwy.

Leży sobie na plandece, aby się… eee… nie pobrudził 🙂

Docelowo potrzebowaliśmy jeszcze kolejnych 300 kg, które dowiózł ‚pan’, a mąż własnoręcznie, delikatnymi dłońmi artysty, przerzucił ze 3 razy męcząc się nad dopasowaniem kształtów.
Najpierw dopasowywał kształtem, numerował i potem odkładał na bok, aby je ponownie ułożyć na miejsce dając wzmocnienie z cienkiej warstwy betonu.
Jejku!!


Zaczęliśmy dokładać piasek kupiony w sklepie budowlanym na worki.

Oczywiście przepłukałam go przed włożeniem do oczka, podobnie jak wszystkie kamienie, które zostały wyszorowane, aby nie nanieść od początku niepotrzebnych substancji organicznych.

Pierwszy grzybień (Nymphea) przyjechał do mnie z Serocka.
Ze wszystkich sposobów posadzenia, wybrałam dużą kastrę budowlaną (do kupienia w marketach budowlanych), bo uznałam, że solidna i dużo zniesie.

Nie chciałam sypać podłoża bezpośrednio na dno oczka (specjalnego podłoża do roślin wodnych). Kastra jest na tyle duża, że posadzony w niej grzybień będzie mógł się rozrastać jakby posadzony bezpośrednio w podłożu, a nie w doniczce czy koszyku.

Wodę dolewamy stopniowo i powoli. Po lewej stronie widać roślinkę wodną, która w oczku Krystyny rośnie jak oszalała – mam nadzieję, że i u mnie będzie tak rosła.

Nowe oczko potrzebuje szybko dużej ilości roślin.

A może tak posadzić moczarkę kanadyjską (Elodea canadensis)? Kolonizuje nowe tereny bardzo szybko. No.. może trochę za szybko. Boję się trochę, że jak już ją zaproszę, to będzie chciała zastąpić wszystkich innych gości.
Jednak nie. Po zastanowieniu się… nie, moczarki nie zaproszę.

Chociaż…. eee… po moich doświadczeniach ostatniego lata – zastanawiam sie poważnie czy jednak tego nie zrobić. No i tak sie biję z myślami 🙂

Rok zakończyliśmy jako posiadacze oczka… chociaż to za dużo powiedziane! Właściwie dziury w ziemi pokrytej włókninami i folią , wypełnionej wodą, o pojemności 5m3, głębokości 1,20 cm i powierzchni ok. 22m2.

Jest jedna fantastyczna rzecz, która wyszła zupełnie przypadkiem.
Wiosną i jesienią, kiedy słońce jest już niżej, promienie światła odbijają się od powierzchni wody i w słoneczne dni tańczą na ścianach i suficie salonu – baaardzo romantyczny efekt 🙂

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Podobał Ci się ten artykuł? Zapisz się na powiadomienie mailem o następnych:
–>> Subskrybuj Nastrojowy Ogród e-mailem <<--
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Trackbacks

Skomentuj, twoja opinia ma znaczenie :)