Refleksja nad naprawianiem błędów


Właściwie to miałabym takie życzenie, aby nikt nie produkował pojemników śmietnikowych w niebieskim kolorze – zwłaszcza, że na żywopłot trzeba jeszcze poczekać ze 3 lata.
Zima zawitała do Komorowa i zamiast ogrodem można zająć się innymi sprawami np. eee… planowaniem co i dokąd przesadzić. No tak… daleko od ogrodu się nie oddalimy.
Wiadomo, jak się człowiek uwija ucząc się na żywym organizmie jakim jest ogród – to i błędy popełnia. Mój ogród jest pełen błędów. Po prostu kipi od nich. Część z nich jest efektem zamierzonym – uwielbiam kaos w ogrodzie! Dzikość pędów mieszających się ze sobą. Ogród nie może być od linijki – no może krawędzie trawnika trzeba przycinać przynajmniej raz w sezonie. Najłatwiej to zrobić nożem do trawnika. Poza tym naturalnie powstające kompozycje roślinne dają dużo lepszy efekt niż ładne wyeksponowanie każdej z nich. Ogród to ogród – żywa materia, a nie wystawa.
‚Zaplanowane’ błędy, to małe odległości między roślinami – nie chciałam mieć dużych pustych przestrzeni między drzewami, trochę sadziłam je jak krzewy, wychodząc z założenia że jak podrosną to je przesadzę. Wkońcu pracy tyle samo przy przesadzeniu niedużego drzewa, ile przy uwijaniu sie przy jednorocznych. Tak więc czeka mnie przesadzania jeszcze trochę, choć część już wykonałam tej jesieni… i poprzedniej… też.

Filtr stoi na widoku, bo nie daliśmy jeszcze rady posadzić parawanu dla niego – nie zdążyłam jesienią przesadzić małych tujek, które czekają gdzie indziej.
Sezon oczkowy trzeba będzie odtrąbić i filtr zwinąć. Ale póki co, dzięki niemu właśnie woda jeszcze całkiem nie zamarza.

W wiaderkach po lewej stoją roślinki wodne, których nie włożyłam do oczkach bo bałam się, że amury je zeżrą doszczętnie i kurde blaszka nic z nich nie zostanie. Amury zostna wyprowadzone z oczka na wiosnę i niech nic was nie podkusi zapraszać ich do swojego oczka! są jak – pominięta – plaga egipska dla oczka. Żadna roślina wam nie urośnie, bo wszystko zjedzą – jedzą dziennie 3 razy tyle ile ważą. Nawet trawę przechylającą się przez krawędź wciągały do wody. Karmiłam je pokosami trawy, ale to nic nie dało – zjadły prawie wszystkie rośliny. Są jak krowy – jedzą non stop. To że jedzą algi to żaden z nich pożytek, bo szkód jest więcej.
Tak więc wracając do roślin i wiaderek, to nie wiem co zrobić. Zostawić je tak jak stoją na zimę, czy włożyć do oczka?

Sosny sąsiedzkie, które urzekły mnie najbardziej gdy zastanawiałam się nad wyborem tego miejsca.

Kołderka jeszcze cieniutka, raczej cukier-puder…
A róże jeszcze nie zabezpieczone – nie widać ich na tym zdjęciu – ot przypomniałam sobie myśląc o kołderce i szybciutko muszę to zrobić w ten weekend.

Skomentuj, twoja opinia ma znaczenie :)