Organiczny Manifest – Ekologiczny Ogród

‚Organiczny’ nie oznacza czegoś super-niezwykłego, to raczej zwykły ogród, który nie koniecznie przypadnie do gustu każdemu. W ogrodzie organicznym panuje jedno prawo: żyj i daj żyć innym.
Nazwałam mój ogród organicznym dlatego, że pomimo iż młody – tylko 4 lata – jest i będzie prowadzony jako ogród w zgodzie z prawami natury.
Na przekór koncernom chemicznym i mediom, które na kłopoty mają zwykle chemię.
Czy wiecie, że niektóre substancje chemiczne używane w ogrodzie zostają w glebie na kilkadziesiąt lat?
Jest mi smutno, gdy myślę o braku szacunku dla Natury i braku odpowiedzialności ekologicznej.
Nie wszyscy mamy świadomość, że jako cywilizacja stoimy w obliczu katastrofy ekologicznej i co gorsza, jest to proces nieodracalny. Możemy jedynie zwolnić lub zatrzymać pogarszanie się sytuacji.
Każdy z nas ma siłę, zwłaszcza jak będzie nas coraz więcej. Kiedy segregujemy odpadki, nie zniechęcajmy się tym, że gdzieś wyrzucali je mieszając razem. Raz wyrzucą, drugi już nie. Najcenniejsze jest utrzymywanie dobrych nawyków i budowanie kultury zachowań pro-ekologicznych.

Ogród organiczny nie oznacza ‚ogród dziki’ i – jak wiele osób myśli – pozostawienie ogrodu samemu sobie, nie oznacza, że same z siebie zapanują w nim prawa natury i przyciągnie on wiele rodzajów zwierząt dużych i małych.

Ogród organiczny to nie jest ‚ogród zaniedbany’. Słowem kluczem do organiczności ogrodu jest ‚różnorodność’.

‚Wzloty i upadki’, bo uczę się jak filozofię organiczną wprowadzać w życie. Tego nie da się zrobić w ciągu jednego sezonu, a i wiedza nie jest powszechnie dostępna – trzeba szperać i szukać literatury na ten temat. A po przeczytaniu powoli wprowadzać w życie.
Przestawienie ogrodu na ‚organiczność’ trwa kilka lat. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, że trzeba często w tym czasie znieść brzydkie kropki na różach czy liściach, przestać przekopywać ziemię, czy przestać jesienią wygrabiać wszystko do ostatniego listka i wycinać wszystko do ostatniego obumarłego patyczka.
Organiczny czyli zgodny z prawami natury, a więc taki gdzie każdy ma prawo żyć tak jak żyje w swoim środowisku naturalnym czyli w otoczeniu swoich przyjaciół i wrogów.

W moim ogrodzie z myślą o sobie i rodzince, bakteriach, owadach, ptakach i innych:

1. Nie używam pestycydów i herbicydów. Zastępuję je metodami naturalnymi. Na przykład wyciąg z grapefruita jest bardzo dobry na wzmocnienie roślin i zwalcza wiele różnych grzybów.

2. Posadziłam w ogrodzie dużo roślin, których owoce nie tylko zdobią, ale również pomagaja ptakom wyżywić się zimą. Te najbardziej ulubione przez ptaki to: aronia, berberys, bez czarny, czeremcha zwyczajna, dereń, głóg, jałowiec, jarząb, kalina, klon polny, ligustr pospolity, ognik, olcha, oliwnik, ostrokrzew, rokitnik zwyczajny, róża pomarszczona, sumak, śliwa wiśniowa, świdośliwa czy wiciokrzew. U mnie rosną niektóre z nich.



3. Zachęcam ptaki, aby jak lubiły mój ogród. Zostawiam rosnące ‚chaszcze’ gdzie mają spokój i dokarmiam zimą. Ptaki żywią się larwami, szkodnikami i nasionami chwastów. Zamierzam też zainstalować budkę lęgową – a niech mają!

4. Ograniczam jesienne porządki do minimum np. przycinam tylko rośliny, które kwitną wczesną wiosną (sasanka). Usuwam tylko chore fragmenty roślin i chore liście, aby do minimum ograniczyć rozprzestrzenianie się patogenów. Resztę zostawiam do jesieni – roślinkom jest cieplej, łatwiej im przetrwać zimę, zwłaszcza gdy przyjdą mrozy bez śniegu. Dodatkową korzyścią jest również to, że owady mają gdzie się schować: złotooki, biedronki, biegaczowate, skorki (szczypawice), gąsieniczkowate, bzygowate, pluskwiaki równoskrzydłe, pajęczaki, dżdżownice.
Jeżeli w twoim ogrodzie rosną trawy ozdobne, nie obcinaj ich na zimę – ich piękny widok będzie radował twoje serce, a inni będą tam mogli znaleźć schronienie, gdy ty siedzisz przy ciepłym kominku czy kaloryferze.

5. Posadziłam (i dosadzam) rośliny, które przyciągają motyle i pszczoły.

6. Inni pomocnicy, których dobrze zaakceptować w ogrodzie to nietoperze, jeże, ryjówki, padalce, różne płazy. Biegającym dobrze jest ułożyć trochę kamieni w kopczyk, tak aby miały schronienie.

7. Jest jedna rzecz, którą usuwam z trawnika przed zimą – to liście. Nie wyrzucam ich jednak, ale wkładam do czarnych foliowych worków, które dziurawię, aby zapewnić dostęp tlenu. Worki stoją sobie do wiosny, gdzie liście ulegają częściowemu rozkładowi i wiosną mam ściółkę. Liście rozkładają się za długo, aby dodać wszystkie do kompostu. Dodaję tylko część.

8. Zamierzam również w dyskretnym, zacienionym, chłodnym miejscu zaaranżować drewniane gałęzie i pieńki w „ogród drewniany” (w odróżnieniu od ogrodu skalnego). Martwe drewno jest miejscem umożliwiającym życie wielu pożytecznym insektom. Ważne przy układaniu drewnianego ogrodu jest to, aby był umieszczony częściowo w ziemi – przynajmniej na głębokość 10 cm. Najlepsze to drewno liściaste i z własnego ogrodu, a jeżeli to niemożliwe, to pochodzące z najbliższej okolicy. Na takiej pryzmie pięknie będą rosły paprocie, mchy i porosty (może Żwirek i Muchomorek też się wprowadzą po pewnym czasie).

9. Nie przekopuję gleby, bo przekopywanie ma więcej minusów niż plusów. Przekopywanie zmienia układ warstw, co powoduje obumieranie niektórych organizmów glebowych, a w efekcie gleba jest mniej żyzna i wzrost roślin opóźniony. Co zamiast? Spulchnianie za pomocą wideł, bez odwracania warstw.

10. Założyłam oczko wodne, które daje schronienie wielu pożytecznych organizmom i urozmaica życie w ogrodzie. Nie wymieniam w nim wody – staram się doprowadzić jej stan do równowagi biologicznej, co nie jest łatwe.

11. No i oczywiście kompostuję jak szalona 🙂 Piękny, czarny, pachnący lasem kompost to sama radość. Tu na zdjęciu poniżej, czarna plama przy kompostowniku, to ziemia kompostowa pozostała po przeniesieniu drugiego kompostownika w inne miejsce. Jest czarna, żyzna i pachnąca. Mam gotową grządkę na wiosnę.


Czy są efekty mojego organicznego podejścia do ogrodu? Zdecydowanie tak. W ubiegłym roku rozmnożyły mi się ryby w stawiku. Z 5 kupionych w sklepie ‚dorobiłam’ się około 100 małych karasi. Częścią już obdarowałam znajomych, ale jeszcze jest kilka-naście-dziesiąt do oddania. W tym roku w moim ogrodzie pojawiły się nowe gatunki, których wcześniej nie widziałam: żaba jeziorkowa i jaszczurki. Jaszczurki co prawda miały może 5 centymetrów z ogonem, ale zawsze 🙂 A ile to było radości! Może do przyszłego roku dorosną.
Pojawiają się nowe motyle, ważki. Ilość ptaków w tym roku jest jak dotychczas naprawdę największa. Dzisiaj rano, kiedy koty spały, był ogród w którym myślałam, że coś się stało: świergotała, fruwała, podjadała, kąpała się cała masa sikorek i wróbli – tyle było radości..

Jak widzisz ‚ogród organiczny’ oznacza mniej pracy i czasu spędzonego na zabiegach pielęgnacyjnych, bo z założenia większość ‚roboty’ mają zrobić za ciebie mali przyjaciele 🙂 Ale i tak – nie oszukujmy się – w ogrodzie jest zawsze dużo pracy.
A kiedy przyjdzie wiosna, bardzo ważną rolę odgrywają rośliny cebulowe – nie dość, że cieszą nas, to są często jedynym źródłem pokarmu i schronienia dla przedwcześnie wybudzonych ze snu zimowego braci mniejszych.

Widzę jak z roku na rok coraz bardziej mój ogród wypełnia się różnorodnym życiem i to jest w nim najpiękniejsze.
Ogrodnictwo w zgodzie z naturą jest łatwiejsze niż przeciwko niej 😉
I właśnie o tym jest mój blog.
Zapraszam do czytania i wymiany myśli.

Skomentuj, twoja opinia ma znaczenie :)