A lipcu kwitło… voila…

Photobucket
W lipcu jak poranek mglisty, wieczór przezroczysty – tak mówi przysłowie i rzeczywiście tak jest. Mgły lipcowe są niezwykle romantyczne – to jeden z ulubionych miesięcy w roku. A co kwitło w lipcu w Nastrojowym Ogrodzie organicznym? Róża Graham Thomas kwitła na początku miesiąca, ale po przekwitnięciu zamarła. Przycięłam zaschnięte kwiatostany, ale do dzisiaj nie widać nowych przyrostów – wszystkie inne róże nie tylko zaczęły znowu rosnąć, ale np. Mary Rose znów kwitnie.

Graham Thomas występuje również pod nazwami Ausmas lub English Yellow.

Kwiaty ma pełne, średniej wielkości, 35-płatkowe, pomarańczowe pąki, mocno pachnąca, kształt kwiatów trochę przypomina kwiaty piwonii. Pokrój krzewiasty, pędy mocne, wzniesione, przewieszające się – dobrze jest podwiązywać. Dobrze znosi ubogie gleby, można ją uprawiać w pojemnikach. Potrzebuje słońca i jest odporna na choroby.

Wyhodowana przez Davida Austina, 1983.

Rodzice: Charles Austin i Iceberg

Nazwana ku czci słynnego angielskiego hodowcy róż, Grahama Stuarta Thomasa, projektanta ogrodów i autora książek.

Photobucket
Druga kwitnąca jeszcze w lipcu i która będzie kwitła nieustająco do mrozów to róża okrywowa The Fairy (poliant). Dorasta do 60 cm, kwiaty pełne, małe. Polecam ją, bo jest bardzo zdrowa i bardzo odporna na choroby oraz tolerancyjna. Będzie dobrze rosła w słońcu i w cieniu, na ubogiej glebie i na glinie. Powiem więcej. Zniesie nawet całkowite porzucenie i zapomnienie – jest więc nieomal idealna. Ma jedną wadę – bardzo dużo małych kolców – należy do grupy najbardziej ‚gryzących’ róż.

Pędy mają właściwość rośnięcia w poziomie lub w dół – co widać na zdjęciach. Liście małe, ciemnozielone, bardzo błyszczące.

W ostrym letnim słońcu jasnoróżowe kwiaty blakną do prawie białego koloru, pąki ciemnoróżowe. Nie pachnie – to jej druga wada w mojej ocenie (po kolczastości), bo u mnie w ogrodzie roślinom zaleca się pachnąć. Toleruje lekkie zacienienie, słabszą glebę. Dobra na rabaty, również do nasadzeń masowych i jako roślina okrywowa. Może rosnąć w pojemnikach. U mnie rośnie na glinie, bez poprawiania gleby i ma się bardzo dobrze – aż muszę jej wygospodarować większe miejsce.

Pokładające się pędy bardzo łatwo ukorzeniają się w każdym miejscu, w którym dotkną ziemi. A ponieważ pędy rosną poziomo, to jeżeli jej nie będziesz pilnować rozrośnie się w wszystkich kierunkach.

Ma ważną zaletę w ogrodzie naturalnym organicznym – jest odporna na choroby.

Strefy klimatyczne 4-9.

Rodzice: Paul Crampel x Lady Gay

Wyhodowana po raz pierwszy przez J. A. Bentall w 1932 w Anglii.


Kolejnym cudem lipca jest lilia. DUUŻA lilia. Chociaż kupiłam ją jako lilię królewską (Lilium Regale), do dzisiaj mam wątpliwości. Królewska ma lekko purpurowe kwiaty z zewnątrz, a moja nie ma. Może ktoś pomoże?

Pachnie obłędnie, zwłaszcza wieczorem i w nocy. Urosła w tym roku do 1,70, dzięki czemu gdy stoję obok, zaglądam jej w kwiaty od dołu i to jest fajne, bo nareszcie mam pachnący kwiat na wysokości nosa 🙂 Na każdym z dwóch pędów jest od 15 do 20 kwiatów.

Na wszelki wypadek dobrze je podwiązać, ponieważ ilość i ciężar kwiatów, przy większym wietrze może je połamać. Lipcowe wichury przetaczające się nad Mazowszem oszczędziły moje lilie, choć nie są podwiązane.


Łatwa w uprawie i podobno łatwo się ją rozmnaża z nasion.
Nie próbowałam. To może w tym roku? Kupiłam 2 cebule 3 lata temu i nadal mam 2 pędy, więc może spróbuję.


Inne białe lilie to Lilium candidum czyli lilia biała. I choć niskie i nie pachną, też są piękne. Kupiłam 10 cebulek 3 lata temu – dzisiaj mam ze 30.

Tę różową kupiłam w marcu jako cebulkę pełnej lilii Elodie i znowu etykieta jest niezgodna z zawartością. Mam reklamować? O proszę tak wyglądała na opakowaniu (kliknij aby zobaczyć w marcowym wpisie).

Nie twierdzę ‚brzydka’, ale kupiłam „Elodie”, a jakbym nie kupiła.

Mam też sporo lilii przyjezdnych, których nazw nie znam, ale które są równie piękne.

Na zdjęciu powyżej, ta najwyższa wygląda mi na lilię królewską.


Hortensjowy zawrót glowy właśnie się zaczyna. Na zdjęciach hortensja ogrodowa.


.. i hortensja drzewiasta „Annabelle”, która kwitnie w tym roku trochę później, ponieważ uszczykiwałam jej pędy do czerwca. Dlaczego? Ma tendencję do wielkich kwiatów, które smętnie zwisają do dołu, wręcz leżą po deszczu. Uszczykiwanie pędów do czerwca pozwala na wytworzenie większej ilości pędów, ale z mniejszymi kwiatami.

Liliowiec „Pink Damask”.
Fuksja.

Floks wiechowaty (Phlox paniculata) – nieodzowny w pachnącym ogrodzie.

… ooh.. i cynie wysiane z nasionek w lutym… przyciągają motyle…



Aksamitka wzniesiona (Tagetes erecta) – jednoroczna, dorasta do 80 cm, kuliste cytrynowe kwiaty o średnicy ok. 6 cm. Są też kwiaty pomarańczowe, a ja kupiłam cytrynowe, mając nadzieję, że będą bardziej kremowe. Jak to się człowiek szybko adaptuje do tego, że co innego na etykiecie, a co innego w środku.

Jednym z ulubionych kwiatów letnich, jednorocznych jest ślazówka (Lavatera trimestris) – może być biała jak moja, albo różowa. Wysiewa się od kwietnia do maja wprost do gruntu. Dorasta do 70 cm i jest obsypana lejkowatymi sporymi kwiatami o średnicy ok. 6 cm. Rośnie niezawodnie i nic jej nie podżera. Kwitnie do jesieni.

Dwie rośliny/kwiaty ważne w ogrodzie biologicznym/organicznym to nasturcja i nagietek. Nasturcję posiałam „tu i ówdzie” – przede wszystkim przy różach – tam gdzie nie ma jeszcze lawendy. Nasturcja odpędza mszyce, chociaż to trochę bardziej skomplikowane: ściąga czarne mszyce, odciągając je od innych roślin, a odstrasza inne rodzaje mszyc. Posadzona pod drzewami owocowymi odstrasza bawełnicę korkówkę, a tak poza tym odstrasza ślimaki, gąsienice, mrówki i myszy. Dobrze działa na pomidory, fasolę, ziemniaki i róże.

Kwiaty oraz liście są jadalne. Listki mają lekko pikantny smak i mogą być dodawane do kanapek i sałatek.

Cała roślinka też wygląda pięknie. Ozdobne, żyłkowane liście i ładne pomarańczowe/czerwone kwiaty.

Nagietek lekarski (Calendula officinalis) to nie tylko roślina ozdobna, ale ważna roślina lecznicza.

Są odmiany o kwiatach pełnych i pojedynczych. W ogrodzie warto ją wysiewać, bo nie tylko jest łatwa w uprawie (wysiew wprost do gruntu od kwietnia do maja), ale działa uzdrawiająco na glebę. Na ten temat wiecej przy innej okazji, bo i ten wpis robi się zbyt tasiemcowy…

Wiciokrzew pomorski (Lonicera periclymenum) Serotina. Wiciokrzewy znane są z problemu ‚mszycowego’. Rzeczywiście, co roku zielone mszyce obsiadają te najświeższe pędy, ale wystarczy je zmyć 2-3 razy mocnym strumieniem wody – co zrobiłam na początku czerwca. Po pierwszym razie pojawiły się ponownie – to normalne. Naturalne metody kontrolowania populacji mszyc różnią się od chemicznych tym, że są łagodniejsze i wymagają kilkukrotnego zastosowania. Zwykle mszyce wracają, ale w coraz mniejszej liczbie, aż wkońcu znikają. W tej chwili nie mam takiego miejsca gdzie są mszyce, chociaż nie wszystkie zostały zaszczycone moją uwagą – nie chciało mi się wchodzić na drabinę. Po prostu sobie poszły. I chociaż róże rosną jak szalone, to ich świeże 50-centymetrowe przyrosty nie mają żadnych śladów żerowania.

Lawendowy zawrót głowy. I znowu. W sklepach są rośliny oznaczone ‚lawenda’, a każda z nich jest prawie inna – jak tu na zdjęciu. 3 rodzaje. Ten z lewej znam, ponieważ wysiałam z nasion. To lawenda lekarska (Lavandula officinalis) o bardzo ciemnych kwiatach. Jest najbardziej aromatyczna, dlatego pola lawendowe w Prowansji obsadzone są właśnie tą odmianą. Nie tylko w Prowansji, wszędzie tam gdzie hoduje się lawendę w celach produkcyjnych.

Jarzmianka większa (Astrantia Major) na razie jest malutka, bo przybyła w marcu jako malutki pęd, z którego myślałam, że nic nie będzie. A jednak zakwitła.

Pelargonie, pelargonie….
Pysznogłówka czyli Monarda i pięknie wygląda i ciekawie pachnie bergamotką.

A tutaj nie tylko hortensja i marcinki, i chryzntemy, ale rówież dynia makaronowa… zaskoczenie? W tym roku dynię, paprykę chilli i pomidory posadziłam na rabatach kwiatowych – mają sie bardzo dobrze. Jakoś im – tfu, tfu! – na razie nic nie szkodzi..
Echinacea purpurea czyli jeżówka purpurowa – uwielbiana przez motyle, a w tle rośnie perowskia łobodolistna (Perovskia atriplicifolia ). Jeśli chcesz mieć motyle w ogrodzie, niezbędne są: jeżówka, budleja vel omżyn, cynia i pokrzywa. Plus kilka innych roślin, ale o tym przy następnej okazji…

Comments

  1. konwalia3 says

    Kocham takie ogrody, pełne kwiatów, bezpretensjonalne. Oglądam te zdjęcia i czuję cudowny zapach :))
    Czytanie Twojego bloga, to dla mnie prawdziwy relaks. Obecnie mam ogród tylko na balkonie. Wcześniej uprawiałam skwer pod domem, a w dzieciństwie i wczesnej młodości – pomagałam (i odpoczywałam) w cudownym, wielkim ogrodzie mojej babci w Bydgoszczy, która kochała kwiaty. Cynie były tam w wielkiej ilości i wszelkich kolorach. Ponad nimi unosiły się floksy – cudownie pachnące, zwłaszcza pod wieczór i po deszczu ….Kocham floksy za ten zapach:))A te białe lilie – też pamiętam je z dzieciństwa – cudowny zapach. Biała hortensja rośnie przytulona do mojego obecnego domu – jest cudowna. Wprowadza nastrój „tajemniczego ogrodu”. Ale się rozpisałam. Jestem absolutnie zwariowana na tle ogrodów. Jeszcze tylko chciałam dodać, że za Twoim przykładem postanowiłam zrezygnować ze stosowania na moim balkonie chemicznych środków do zwalczania szkodników i chorób.
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Ewa says

    Witaj konwalia3,
    Floksy, floksy… ojej to zapach dzieciństwa 🙂 Bydgoszcz, Toruń tam są takie piękne miejsca..
    To fajnie, że zdecydowałaś się ograniczyć pestycydy. Życzę powodzenia i pozdrawiam.
    Aha, nowy wpis jest właśnie o tym jak unikać pestycydów i o nich samych trochę, bo widzę, że trudno w jakąś wiedzę się wyposażyć.

Skomentuj, twoja opinia ma znaczenie :)