Własna rozsada część 2

Jakiś czas temu pisałam o tym, aby nie obawiać się samodzielnego wysiewania nasion, a dzisiaj napiszę co robić dalej, kiedy już wzejdą i rosną… rosną… rosną…
Na zdjęciu siedmiotygodniowe młode papryki pikantne Cyklon.
Po wykiełkowaniu, maleńkie roślinki najbardziej potrzebują światła. Najlepiej wybrać dla nich najjaśniejszy parapet.
Niektórzy doświetlają dodatkowo lampką. Jeżeli na to się zdecydujesz, to zadanie spełni każda lampka, która w miarę równomiernie jest w stanie oświetlić nasze roślinki. Oczywiście najlepiej ze względów ekonomicznych wybrać energooszczędne świetlówki.
12-16 godzin na dobę światła to jest ta ilość, która byłaby idealna – wtedy system jest taki, że wstajesz rano i zapalasz lampkę przed pierwszą kawą, wieczorem po drodze do łóżka, lampkę wyłączasz. Rano dobrze jest sprawdzić czy podłoże nie wyschło za bardzo. Warto zwracać uwagę, aby na tym etapie nie było non stop mokre, bo wtedy łatwo o pojawienie się pleśni.
Jednak umówmy się – w kwietniu dni są już dosyć długie i taka ilość światła jaką daje nam teraz natura wystarczy.
Naturalne światło nie zwalnia nas od wizytowania naszych roślinek przynajmniej 1 x dziennie, aby sprawdzić sytuację. Podlewamy rano, lejąc wodę bezpośrenio na pojemnik w jakim stoją – unikamy podlewania wieczorem i moczenia roślinek.
Kiedy wykształcą się już dobrze przynajmniej dwie pary liści, można siewki przesadzić do większych doniczek, aby zapewnić im wystarczająco dobre warunki dalszego rozwoju.
Nie musisz jednak ich przesadzać. Jednak kiedy roślina podrośnie, całkowicie wyczerpie zapas składników odżywczych. Wtedy do podlewania należy dodawać płynny nawóz. Najlepsze są nawozy organiczne, gdyż nie tworzą zagrożenia zniszczenia młodych roślin. Przykładem takiego bezpiecznego nawozu jest biohumus, ale pojawiają się i nowe na rynku.
Pojawiająca się pleśń na małych doniczkach, zwykle nie grozi naszym roślinkom. Można się jej pozbyć usuwając ją przy okazji przesadzania do większych doniczek, i/lub używając naturalnych środków grzybobójczych np. biosept, który jest wyciągiem z grapefruita.
No dobrze. Nasze roślinki rosną, rosną i powoli zbliża się 20 maja i termin wysadzenia do ogrodu. Na tydzień przed tym dniem należy roślinki zahartować.

Jak zahartować rośliny? Czym jest hartowanie roślin?

Jest to proces stopniowego przyzwyczajania roślin znających tylko warunki domowo-cieplarniane, do warunków zupełnie nowego dla nich świata zewnętrznego. Od 12 maja (w Polsce), czyli około tygodnia przed terminem wysadzenia roślin do ogrodu, należy je zacząć wystawiać na zewnątrz.
Pierwszego dnia wystawiamy je na 1-2 godziny, aby doświadczyły wiatru. Miejsce powinno być ocienione. Przez następne 2 dni wydłużamy czas wystawiania na dworze. Po trzech dniach wystawiamy je w takim miejscu, aby doświadczyły słońca i również nie od razu na cały dzień, ale przedłużając z dnia na dzień.
Jeżeli temperatury w nocy są łagodne, to po pięciu dniach można rośliny zostawić na noc w ogrodzie.
Ogólnie rzecz biorąc nie jest to nauka ścisła i każdy może wypróbować swoje własne metody. Zwykle jednak dobrze jest przeprowadzić stopniowe hartowanie roślin, chociaż w minimalnym zakresie. Rośliny wystawione na słońce i wiatr bezpośrednio z parapetu, mają małe szanse na przetrwanie.

Comments

  1. Weranda says

    Hmmm… Ciekawe, nie wpadłamby na pomysł aby rośliny hartować. A rośliny, które sieje się bezpośrednio do gruntu (w moim przypadku jednoroczne kwiatki ^^), kiedy najlepiej i najbezpieczniej siać?
    Pozdrawiam.

  2. Ewa says

    Weranda,
    Te które są teraz wysiewane bezpośrednio do gruntu nie wymagają hartowania, bo od razu są na dworze i z reguły dobrze znoszą niskie temperatury. Hartowanie dotyczy roślin raczej ciepłolubnych, wysiewanych w domu od lutego do kwietnia, w celu przedłużenia ich okresu wegetacji. Bo gdyby wysiewać je w maju, to miałbyby zbyt mało czasu, aby – albo owocowały – albo cieszyć nas kwiatami wystarczająco długo.
    A co będziesz wysiewać?

  3. Weranda says

    Takie zwykłe kwiatki: ozdobne chabry (moja mama kocha te niebieskie polne), lwią paszcze ostatnio kupioną, astry i maciejkę – jak zobaczyłam jej nasiona to nie mogłam nie kupić. A z sąsiadka przyniesie jeszcze gladiole (no ale to już nie do siania xD), bo to taki kwietnik przed blokiem, należacy dla wszystkich. Innych kwiatów nie pamiętam niestety.
    Jedynymi na razie zabiegami było przekopanie i przesadzenie zbyt gęsto rosnących kwiatów ( przy okazji zrobiliśmy dziurę w trawniku, kiedy wykopywaliśmy samosiejki malw ^^)
    Pozdrawiam.

  4. Ewa says

    Weranda,
    Te, które siejemy wprost do gruntu, to już na nie pora. Terminy dokładne masz podane na opakowaniach.
    No a gladiole vel mieczyki to już koniecznie 🙂

  5. leloop says

    a propos 20 maja czy to sie tyczy wszystkich sadzonek czy tylko tych wybitnie cieplolubnych? moze zafundowac co odporniejszym male szklarenki? np. sadzonkom salaty.
    wystarczy wziasc plastikowa butelke i obciac denko i wcisnac w ziemie wokol salaty, salacie nie wieje a i slimaki moga ja tylko poobserwowac przez „szybke” 🙂 nie jest to zbyt estetyczne ale tanie i skuteczne. oczywiscie duzo piekniejsze sa szklane klosze ale stare nawet tu we Francji znikaja u brokanterow jak cieple bulki a nowe kosztuja majatek. ja tez tak traktuje sadzonki pomidorow i wschodzace fasole, tylko troche pozniej ok. 10 maja. uklony

  6. MagdaM says

    W zeszłym roku wykorzystałam te informacje i faktycznie razem z moimi dziećmi wychodowaliśmy własne pomidorki. W tym roku przygotowujemy się z większym rozmachem kapusta, papryka, fasola, zioła: bazylia, lawenda i jeszcze kwiaty: aksamitki, maciejka. Mamy też kosodrzewinę w nasionkach.
    Wysiew planuję po 20 lutego tak zeby dodatkowo uwzględnić wpływ księżyca,
    Wg kalendarza biodynamicznego początek czasu sadzenia przypada gdy księżyc osiągnie najwyższe położenie nad horyzontem.

  7. Ewa says

    Lawenda znana jest z tego, że ciężko kiełkuje gdy chce się ją do tego zachęcić, chociaż jeśłi w ogrodzie znajdzie sprzyjające warunki rozsiewa się w dużych ilościach. Jeśli chcesz wysiać w domu to spróbuj: nasiona różnych odmian, nasiona od różnych producentów, różne warunki, miejsce nasłonecznione i ciepłe, pojemnik w którym je kiełkujesz przykryte folią, aby koniecznie utrzymać wilgotność. No i ostatnie: ci którym się udało wykiełkowac lawendę często zwracają uwagę na to, aby nasiona umieścić w lodówce (nie zamrażarce) na 2-4 tygodnie. Sama będę też to robić w tym tygodniu. Pozdrawiam,

Skomentuj, twoja opinia ma znaczenie :)