Mniszek lekarski – jak się pozbyć…

Ostatnio znalazłam w skrzynce taki e-mail: „A tak swoją drogą to może masz skuteczny przepis na usunięcie łąki mniszków z mojej działki. Pośrodku mam już trawnik, ale po bokach rosną drzewa i niestety nie można tam już było wjechać traktorem jak robiliśmy trawnik. Teraz mam pod drzewami piękną żółtą łąkę. Jest to dość duża powierzchnia i w przyszłości zamierzam urządzić tam rabaty z kwiatami. Poproszę o pomoc. Z góry dziękuję. Edyta”
Mniszek lekarski jest magiczną rośliną, choć tak pospolitą. Wcale nie będę nikogo namawiać na tolerancję. Sama jestem – w pewnym sensie – pod jego urokiem, owszem, ale jego nadmierna obecność w ogrodzie wbija mnie w lekką nerwowość, więc Cię Edyto rozumiem.
Z czystym sumieniem wszystkim osobom niechętnym mniszkom na rabatach i trawniku mogę doradzić, aby przede wszystkim nie dać się omamić pozorną łatwością płynącą z reklam herbicydów, przedstawianych jako „złoty środek na mniszka i piękny trawnik”.
Oczywiście każdy może próbować i ciekawa jestem czy oprócz lekko poskręcanych liści mniszka i osłabionej trawy uda się coś jeszcze osiągnąć. Najskuteczniejszą metodą na ograniczenie ilości mniszka jest usuwanie ręczne z użyciem narzędzi mechanicznych, ponieważ mniszka  lekarskiego trzeba usunąć z całym korzeniem. Jeśli tego nie zrobisz, odrośnie nawet z małego kawałka.
Skuteczne narzędzia to widły amerykańskie – przyjaciel każdej ogrodniczki i każdego ogrodnika – oraz takie narzędzie, które nie wiem jak się nazywa, ale na zdjęciu widać jak wygląda.

Widłami podważa się ‚obiekt’, by móc łatwo usunąć z korzeniem. Ta metoda sprawdza się również na trawnikach, bo przy okazji robisz napowietrzanie. To drugie narzędzie służy do ‚wydłubywania’ z korzeniem. Przymierzałam się do tych reklamowanych super-narzędzi, które można nóżką wbić w ziemię i operować ręcznie, ale jakoś mnie nie przekonały.

To nie jest proste zadanie pozbyć – o matko co ja piszę! ‚pozbyć’ się nigdy nie da, bo zawsze skądś nasiona przyfruną. Jedyne czego można to maksymalnie ograniczyć. Chemii polecać nie będę, bo nie tylko skuteczność ograniczona, ale i szkoda zdrowia. W końcu mniszek lekarski to nie dopust Boży.

Na początku – czyli 4 lata temu – cały mój ogród był opanowany przez mniszka, a w niektórych miejscach jego ilość była tak duża, że tworzył ładne zielone dywany. Na początek spróbowałam specjalistycznego środka, na etykiecie wołami stało, że na mniszka. Ale mniszek mnie po prostu metaforycznie wyśmiał – lekko skręcił z wdziękiem liście i kwitł dalej. Nie było wyjścia, po przemyśleniu strategii, zaatakowałam z dwóch stron. Po pierwsze zrywałam kwitnące kwiaty, aby nadal się wyśmiewając nie rozmnażał się u mnie – u sąsiada wystarczy.
Po drugie, za każdym razem gdy zaczynałam sesję ogrodową, na pierwszy rzut szło ręczne usuwanie mniszka. 10-20 minut – tyle, na ile transu niechęci do gatunku mi starczało. I tak się bawiliśmy kilka miesięcy.

W następnych latach na wiosnę, zwykle w okolicach kwietnia następował ponowny atak, ale ilość atakujących była nieporównywalnie mniejsza. I tak co roku coraz mniej. Ale jeśli myślisz, że przyjdzie rok bez mniszka, to się łudzisz nadzieją.

Zawsze jeszcze zamiast wyklinać i używać trucizn można próbować nauczyć się żyć z mniszkiem, ale to już chyba wyższa szkoła jazdy – ja jeszcze do tego etapu nie dotarłam. Jestem na pośrednim. Doszłam do robienia cudnych syropów i konfitur z mniszka. Można też i wino.

Inny post o usuwaniu mniszka można znaleźć pod tytułem „Mniszek i mlecz czyli jak usuwać z trawnika bez herbicydów”

Nie wiem Edyto czy Cię pocieszyłam, czy zmartwiłam….

Jeśli macie pytania, piszcie. W miarę możliwości postaram się odpowiedzieć.

Comments

  1. Magoda says

    Tak właśnie przeczuwałam, że pozbyć się nadmiaru mniszka nie będzie łatwo!Dzięki za tego posta, to bardzo cenne, ze dzielisz się swoją wiedzą i doświadczeniem.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Milena says

    Tak, to prawda ;} Na początku i ja walczyłam z mleczami skuszona środkami chemicznymi. Efekt marny i szkodliwy dla środowiska i naszego zdrowia. Użyłam więc chemii tylko raz i tego samego sezonu zabrałam się do ręcznej walki z niepożądanym gościem w ogrodzie. Nie pozwalam mleczom zakwitnąć, więc zrywam kwiaty i staram się wyrywać obiekty z korzeniami ;> Skuteczne, nie szkodliwe i pozwala jeszcze więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu z dziećmi. Post wspaniały
    Serdecznie pozdrawiam

  3. Anonim says

    Chwastox turbo…. działa rewelacyjnie na mniszki, babkę, nie reaguje na podagrycznika i perz. Warto raz w roku psiknąć gdy reczne usuwanie zapowiada sie na tydzień roboty… Jak ogród mały to lepiej widły lub takie ‚coś’ specjalnie do wyrywania opornych chwastów. Do dostania w sklepach ogrodniczych.

  4. JANusz says

    NA mniszka najlepsze jest specjalne narzedzie do usuwania chwastow firmy Fiskars,wbijasz cztery szpikulce wkokol korzenia,naciskasz noga dzwignie ktora sklada szpikulce zaciskajac korzen i wyciagasz,kosztuje to okolo 120 zl ale jes naprawde pomocne.

Skomentuj, twoja opinia ma znaczenie :)